| |
|
| | | |

Życie Warszawy
24.07.2004
Upadek Mysiadła
|
Fotografia artykułu (wydanie z 24.07.2004)
|
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
| |
Czy 86 hektarów ziemi wartej 150 dol. za metr kwadratowy można sprzedać za jedną piątą ceny. Można. Wystarczy ogłosić upadłość i sprawę tak skomplikować, by nikomu nie chciało się dochodzić prawdy.
Tomasz Maj, były właściciel gospodarstwa EKO-Mysiadło, od prawie trzech lat walczy o swoją własność. Teraz niepokoi się, że majątek firmy może być oddany za bezcen. - Spotkałem się już z opiniami, że syndyk chce sprzedawać hektar po 35 dolarów. W czasie składania zeznań w prokuraturze okręgowej w styczniu tego roku syndyk zapowiadał, że to maksymalna cena, jaką będzie można uzyskać przy sprzedaży tych gruntów. To rozbój w biały dzień. Mnie oferowano cenę od 150 do 220 dol. za mkw. - mówi Maj. Jego zdaniem, oferenci skłonni byliby zapłacić podobną cenę i dzisiaj. Sęk w tym, że pod rządami syndyka wartość gospodarstwa stale spada.
Wyprzedaż po kawałku
Mimo sądowego zakazu zbywania nieruchomości syndyk sprzedaje część majątku. - Do ruchomości zaliczono m.in. kotłownie i szklarnie, które rozmontowywano i sprzedawano w częściach - mówi Maj. Dodaje, że była to samowola budowlana. - Syndyk, rozbierając szklarnie i kotłownie, nie zgłosił wcześniej zamiaru ich rozbiórki do urzędu gminy - komentuje Maj. Mazowiecki wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w lipcu tego roku wydał decyzję nakazującą odbudowę rozebranych obiektów.
Przypomnijmy, że nieco wcześniej Mazowiecki Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przeprowadził kontrolę. W protokole czytamy: "Podczas przeprowadzonych prac rozbiórkowych sprzedanych obiektów cały teren (...) został zanieczyszczony potłuczonym eternitem, szkłem, olkitem, mazutem, styropianem". Ten, kto chciałby kupić ten teren, musiałby ponieść koszty jego oczyszczenia. A to się odbije na cenie.
Rosną długi
Kłopoty EKO-Mysiadła zaczęły się w 1998 roku. Rosyjski kryzys załamał eksport, pracownicy sezonowi stali się drożsi, bo umowy-zlecenia objęto składkami ZUS. Wzrosły ceny prądu i gazu. Jednocześnie banki zaczęły się upominać o spłatę zaciągniętych na rozwój kredytów. Maj pomyślał więc o sprzedaży części gruntów pod zabudowę komercyjną. - Jesienią 1998 roku wystąpiłem do gminy Lesznowola o rozszerzenie możliwości zagospodarowania tego terenu o działalność komercyjną.
To pozwoliłoby go sprzedać pod zabudowę. Prowadziłem m.in. rozmowy z firmą Selgros i Renault. Proponowano mi od 150 do 220 dolarów za mkw. Sprzedaż 20 ha wystarczyłaby na spłatę zadłużenia. Selgros wpłaciła nawet 10-proc. zaliczkę - opowiada nam Tomasz Maj.
Wchodzi sędzia Czajka
Maj czekał na decyzję o "odrolnieniu gruntu" trzy lata. A długi rosły. Skarbowi państwa razem z odsetkami był winien 45 mln zł, BGŻ - 39 mln zł, ZUS - 12 mln zł, a zaległe należności pracowników sięgnęły 5 mln zł. Zanim przyszła zgoda ZUS, złożył wniosek o upadłość. Wydziałem układowo-upadłościowym sądu kierował Dariusz Czajka. Chociaż Majowi udało się oddalić jeden wniosek o upadłość, przy drugim był bezradny Ostatecznie upadłość ogłoszono w marcu 2002. Składowi sędziowskiemu przewodniczył sędzia... Dariusz Czajka.
Pierwszym syndykiem został Krzysztof Piskorski. Zwrócił się on do sędziego Czajki o pozwolenie na sprzedaż z wolnej ręki (bez przetargu) ruchomości i nieruchomości zakładu. Zgodę otrzymał.
I pewnie dzisiaj EKO-Mysiadło byłoby już sprzedane, ale Ministerstwo Skarbu Państwa złożyło do sądu wniosek o unieważnienie sprzedaży gospodarstwa Majowi z 1994 r. - Były takie podstawy, bo zanim sprzedano gospodarstwo, Tomasz Maj nie wywiązał się z umowy leasingowej, tzn. nie spłacił wszystkich jej rat - powiedział nam Andrzej Król z biura prasowego resortu. Sąd unieważnił transakcję w grudniu ub. roku. Ale to nie podoba się ani Majowi, ani syndykowi. Złożyli odwołania.
Syndyk Lech Hińcz w rozmowie z nami stwierdził, że dopóki trwa postępowanie w tej sprawie, nie będzie jej komentował. Podczas dwóch lat jego działalności spłacono zaledwie 2 proc. wierzytelności. A zadłużenie, przez odsetki wzrosło o 15 proc.
Data: 24.07.2004
Henryk A. Sadowski
Życie Warszawy (www.zw.com.pl)
SĘDZIĄ ZAJĄŁ SIĘ RZECZNIK
Po licznych artykułach prasowych o niepawidłowościach przy upadłościach, którymi zajmował się sędzia Dariusz Czajka, na wniosek ministra sprawiedliwości sprawą zajął się rzecznik dyscyplinarny przy Krajowej Radzie Sądowniczej. Sprawy dotyczą m.in. upadłości takich firm, jak Centrum Leasingu i Finansów, Mody Polskiej czy zakładów Leda.
Rzecznik postawił sędziemu pięć zarzutów. Podczas pierwszej rozprawy dyscyplinarnej w kwietniu sędzia Czajka powiedział m.in., że Ministerstwo Sprawiedliwości wykupiło szkolenia dla 3,5 tys. sędziów i prokuratorów na EWSPiA. Druga rozprawa nie odbyła się, bo nie pojawili się świadkowie. -Kolejną rozprawa zaplanowana jest na 22 września - powiedział nam Paweł Misiak, rzecznik dyscyplinarny przy KRS. Ostatnio do dwóch obrońców Dariusza Czajki dołączył prawnik z Berlina - Stefan Hambura.
HAS
Życie Warszawy (www.zw.com.pl)
|
|
| |
|
|
|
 |
 |
 |
 |
|
|
|
|
 |
Życie Warszawy / Gospodarka
03.07.2004
Upadłość bez końca
|
|
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
| |
Eko-Mysiadło, mimo długów, miało szanse na przetrwanie, ale sędzia Dariusz Czajka ogłosił jego upadłość - twierdzi były właściciel Tomasz Maj. Po dwóch latach dług spłacono w 2 proc., a wierzytelności wzrosły o 15 proc.
Opisywana przez nas wielokrotnie upadłość firmy leasingowej CLiF nie była jedyną dziwną upadłością prowadzoną przez sędziego Dariusza Czajkę. Ogłosił równeż upadłość gospodarstwa ogrodniczego Eko-Mysiadło. Efekty były równie żałosne. W momencie ogłoszenia upadłości Gospodarstwa Ogrodniczego Eko-Mysiadło wartość nieruchomości kilkakrotnie przekraczała zadłużenie.
Dług już na starcie
Właścicielem firmy był Tomasz Maj. - Gospodarstwo przejąłem na początku 1992 r. z długiem sięgającym 5 mln dol. - opowiada. Obejmuje ono 86 ha gruntu, w tym 33 ha pod szkłem. Do 1998 r. firma spłacała zadłużenie. - Po załamaniu się rynku wschodniego zostaliśmy odcięci od poważnego źródła dochodu - mówi Maj. To była główna przyczyna kłopotów. Tuż przed ogłoszeniem upadłości, w marcu 2002 roku, zadłużenie sięgało 146 mln zł. - Prowadziłem rozmowy m.in. z firmą Selgros i Renault. Za część gruntów proponowano mi 150 dol. za mkw. W innym miejscu 220 dol. Sprzedaż 20 ha wystarczyłaby na spłatę zadłużenia. Selgros wpłaciła nawet 10-proc. zaliczkę. Mówiłem o tym podczas rozprawy upadłościowej. Nie pomogło.
Upadłość ogłoszono - powiedział nam Tomasz Maj. Składowi sędziowskiemu przewodniczył Dariusz Czajka. On też został sędzią komisarzem.
Dzielenie skóry
Pierwszym syndykiem został Krzysztof Piskorski. Jesienią 2002 r. ogłosił przetarg. Termin otwarcia kopert upływał 22 listopada. Dzień wcześniej doszło do spotkania z przedstawicielami Selgrosu (firma nadal podtrzymuje ofertę kupna gruntu). "Waldemar Bronowski, radca prawny syndyka zapytał wprost, czy jeśli całość gruntu kupi Auchan, Selgros odkupi od niego część go interesującą" - zeznała w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie Bożena Bartosz, przedstawicielka Selgrosu. Rozmowy z Auchan trwały od września 2002 r. Firma ta za mkw. miała zapłacić 50-60 dol. Wcześniej syndyk otrzymał od sędziego Czajki pozwolenie na sprzedaż z wolnej ręki ruchomości i nieruchomości zakładu.
I pewnie Eko-Mysiadło byłoby już sprzedane, gdyby nie to, że Ministerstwo Skarbu Państwa unieważniło sprzedaż gospodarstwa Tomaszowi Majowi. Stwierdzono, że wojewoda nie był uprawniony do transakcji. Syndykowi zablokowało to możliwość sprzedaży nieruchomości.
Zanieczyścili środowisko
- Ale znowu syndyk obszedł prawo. Do ruchomości zaliczono m.in. kotłownie i szklarnie, które rozbierano i sprzedawano w częściach - mówi Maj. - Doszło do zniszczenia głównej bazy produkcyjnej Eko-Mysiadła, a tym samym znacznego uszczuplenia majątku firmy - uważa Maj.
W końcu kwietnia tego roku Mazowiecki Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przeprowadził kontrolę w Gospodarstwie Ogrodniczym Eko-Mysiadło. W protokole czytamy: "Podczas przeprowadzonych prac rozbiórkowych sprzedanych obiektów cały teren (...) został zanieczyszczony potłuczonym eternitem, szkłem, olkitem, mazutem, styropianem". Z pisma dowiadujemy się także, że nie było umów określających zakres prac rozbiórkowych.
- Nie będę komentował, dopóki trwa postępowanie w tej sprawie - powiedział nam Lech Hińcz, który syndykiem w Eko-Mysiadło jest od października 2003 roku. - Podczas dwóch lat działalności syndyka spłacono zaledwie 2 proc. wierzytelności. A zadłużenie, przez odsetki, wzrosło o 15 proc. - oblicza Tomasz Maj.
Henryk A. Sadowski
Życie Warszawy (www.zw.com.pl)
|
|
| |
|
|
|
 |
 |
 |
 |
|
|
|
|
 |
Życie Warszawy / Gospodarka
03.07.2004
Upadłości sędziego Czajki
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
| |
O sędzi Dariuszu Czajce zrobiło się głośno, gdy ogłosił upadłość Centrum Leasingu i Finansów.
Okazało się, że Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, gdzie sędzia był kanclerzem, kupiła na korzystnych warunkach żaglowiec od Kredyt Banku, głównego wnioskodawcy upadłości CLiF. Kontrowersje były też przy innych upadłościach. Takich jak zakładów Kasprzaka, na którego terenach Kredyt Bank postawił siedzibę.
A także zakładów Leda. Jej nieruchomości syndyk sprzedał powiązanej z Czajką spółce wydawniczej Centrum Informacji Prawno-Finansowej. A w tym miejscu powstała wspomniana wyżej uczelnia.Po licznych artykułach prasowych na wniosek ministra sprawiedliwości sprawą zajął się rzecznik dyscyplinarny przy Krajowej Radzie Sądowniczej. Postawił sędziemu pięć zarzutów.
Data: 03.07.2004
Życie Warszawy (www.zw.com.pl)
|
|
| |
|
|
|
 |
 |
 |
 |
|
|
|
|
 |
|