| |
|
| | | |

NIE
18/2005
Sąd moja melina
|
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
| |
O sądzie, który patronuje przestępczości.
Ścigają ją wierzyciele. Od pół roku szukają jej poznańska policja i prokuratura.
Poszukiwana robi w tym czasie karierę w Warszawie jako syndyk upadłych firm.
Pozuje na damę z wyższych sfer. Czasem przedstawia się jako doktor nauk prawnych
Magdalena Wiącek. Podajemy jej nazwisko, gdyż mianowany przez sąd syndyk pełni
ważną funkcję publiczną.
Wpadka w Poznaniu
Biznesem trudni się cała rodzina Wiącków: Magdalena, jej mąż Witold oraz leciwa
matka Witolda, Barbara. Dwie osoby w tercecie są już karane: babcia za
wyłudzenie, pan Witold za ukrywanie majątku przed komornikiem i wierzycielami.
Ile firm założyli, wiedzą tylko oni. My wytropiliśmy siedem. Najważniejsze to
spółki z o.o. Aspera i Prospera działające w Poznaniu w tym samym biurze.
Magdalena Wiącek była prezesem Aspery, Witold Wiącek – Prospery, za jedynego
udziałowca obu spółek robiła zaś Barbara Wiącek, prawdopodobnie nieświadoma
biznesowych operacji synka i synowej.
Gdy Prospera dorobiła się fury długów, pani Magda postanowiła ewakuować z
zarządu spółki ukochanego mężczyznę i wsadzić na jego miejsce księgowego
Tadeusza M. Złakniony tytułu prezesa pan M. dał się wrobić. Przejrzawszy papiery
zauważył jednak, że wystawione przez babcię pełnomocnictwo, na podstawie którego
pani Magda zwołała walne zgromadzenie i zmieniła prezesa, wygląda na podrobione.
We wrześniu 2004 r. zawiadomił prokuraturę o przestępstwie sfałszowania
dokumentów.
Aspera padła, gdy jej długi osiągnęły 832 tys. zł. Na liście 47 wierzycieli są
ZUS (43 tys. zł) i urząd skarbowy (34,5 tys.). 16 marca 2004 r. Magdalena Wiącek
złożyła w Sądzie Gospodarczym w Poznaniu wniosek o upadłość spółki. Sąd odrzucił
wniosek. Od roku wzywa panią Magdę i jej teściową do zwołania walnego
zgromadzenia i zrobienia porządku w obu firmach. Pisma nie docierają do
adresata.
Ruina w Łomiankach
Po Wiąckach zostało puste biuro. Zabrano im meble i wzięte w leasing luksusowe
samochody. Ocalili tylko czerwone Alfa Romeo, którym umknęli do Warszawy.
– Poszukujemy Magdaleny Wiącek – mówi rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji
w Poznaniu podinspektor Andrzej Borowiak. – Prokuratura wystawiła już kilka
nakazów doprowadzenia jej na przesłuchanie. Wkrótce wystąpimy o rozesłanie listu
gończego.
Niech się organa ścigania nie fatygują – my zastąpimy list gończy. Wiemy, gdzie
jest i czym się trudni pani Wiącek.
Sąd Gospodarczy w Warszawie wpisał ją na listę syndyków.
Założyła firmę pod nazwą Kancelaria Syndyka Magdalena Wiącek sp. z o.o., z
siedzibą w Warszawie, ul. Krucza 5/11. Niedawno stopa życiowa tak jej się
podniosła, że wynajęła większe biuro przy ul. Kopernika 30.
Całej roboty za policję odwalać nie będziemy, ale według naszych infor-macji
pani Magda mieszka ostatnio w Marysinie Wawerskim. Zameldowana jest w
Łomiankach. W opustoszałym, zrujnowanym domu bez okien i drzwi. To tu napływa
korespondencja z całej Polski, wezwania na przesłuchania i inne kłopotliwe
kwity.
Ruina stoi na pięknej działce, circa 5 tys. mkw. Wiąckowie wycenili tę
nieruchomość na 900 tys. zł i przekazali ją aportem spółce Comlink Development
Polska z Sopotu, która należy... do Wiącków. W ten sposób udało się uchronić dom
i ziemię przed komornikami, ale co będzie, gdy padnie Comlink zadłużony na mniej
więcej milion złotych?
Skok na Biogaz
Warszawska spółka z o.o. Biogaz Technic popadła w długi. Wciąż jednak jej
aktywa, prawie 800 tys. zł, były większe niż zadłużenie (ponad 700 tys. zł).
Znienacka księgowa spółki Gabriela R., której wspólnicy Biogazu byli winni ok. 5
tys. zł, odmówiła dalszych usług i poleciała do sądu z wnioskiem o upadłość
firmy. Co więcej, zarekwirowała dokumenty księgowe spółki.
Sąd gospodarczy wyznaczył Biogazowi nadzorcę sądowego w osobie Magdaleny Wiącek.
Zajechała swoim Alfa Romeo, odziana w futro z norek, w asyście męża Witolda.
Przedstawiała go jako swego pełnomocnika.
– Przez miesiąc wodzili mnie za nos – opowiada wiceprezes spółki Agnieszka
Białowąs. – Kazali mi opracować program naprawczy, co miało uratować firmę.
Prezes i wiceprezeska Biogazu, oboje młodzi i bez doświadczenia, przeżyli szok,
gdy 4 czerwca 2004 r. na rozprawie w sądzie gospodarczym nikt nie interesował
się ich programem naprawczym. Magdalena Wiącek oświadczyła z ubolewaniem, że
trzeba ogłosić upadłość firmy. Sąd w osobie asesora Tomasza Solaka w pełni się z
nią zgodził. Syndykiem masy upadłościowej została – co za traf – Magdalena
Wiącek.
Walka o magazyn
Najpierw położyła łapę na magazynie, gdzie czekał na nabywców sprzęt chłodniczy
wart ponad 200 tys. zł, oddany w komis przez klientów spółki Markus. Markus
kooperuje z Biogazem, ale są to odrębne firmy.
Spółka Markus wystąpiła do sądu o wyłączenie zawartości magazynu z masy
upadłościowej, przedstawiając cały segregator umów komisowych świadczących
niezbicie, że sprzęt należy do jej klientów. Sędzia Solak odrzucił ten wniosek.
Markus zawiadomił wówczas Prokuraturę Rejonową Warszawa Wola, że syndyk
zagarnęła cudze mienie. Prokuratura umorzyła sprawę.
W rewanżu Wiącek doniosła tej samej prokuraturze, że prezes wraz z wiceprezeską
Biogazu włamali się do zaplombowanego magazynu i na plecach wynosili sprzęt.
Jedynym świadkiem tego miał być ochroniarz, który jednak tego dnia w ogóle nie
pracował; wkrótce prysnął do USA i ślad po nim zaginął. Śledztwo w sprawie
włamania utknęło w martwym punkcie.
Hodowanie długów
Syndyk ma tak zarządzać majątkiem niewypłacalnego dłużnika, aby w miarę
możliwości spłacić wierzycieli. Pani Magda odwrotnie – wpędza dłużnika w coraz
większe długi.
Aresztowany sprzęt klientów Markusa tkwi w magazynie wynajmowanym od firmy
Superdrob. Pani syndyk nie płaci za lokal ani za ochronę. Licznik bije, długi
Biogazu rosną. Dokumenty Biogazu przewiozła do własnej kancelarii. Za ich
przechowywanie kasuje co miesiąc 1000 zł. Obciąża masę upadłościową rachunkami
za telefony i podróże służbowe. Zatrudnia, nie wiadomo po co, kasjerkę i
księgowego.
Resztki majątku tanio wyprzedaje. Samochód Opel Combo, wyceniony przez
rzeczoznawcę na 10 tys. zł, opyliła za 6,5 tys. firmie PHU Efekt, która
przypadkiem ma ten sam adres co Anna Czech, partnerka Wiącków w interesach.
Drugą brykę, Opla Tigrę, pani syndyk dała znajomemu – niech sobie chłopak
pojeździ. Zobaczyli go ludzie z Biogazu, wezwali policję. Gliniarze zatrzymali
wóz, wyciągnęli i skuli kierowcę. Pani syndyk przekonywała policję, że to
okropna pomyłka, a znajomy załatwiał jej sprawy służbowe. Facet przesiedział 48
godzin, Tigrę oddano po 7 dniach.
Sąd gospodarczy niezmiennie ufa Magdalenie Wiącek. Powierzył jej stanowisko
syndyka w spółce Altair, podobnie jak Biogaz zajmującej się sprzedażą sprzętu
chłodniczego.
Układ Czajki
Wiele razy pisaliśmy o działalności sędziego Dariusza Czajki, szefa wydziału
upadłości w warszawskim sądzie gospodarczym (m.in. „Upadłościan” – „NIE” nr
41/2002, „Prezes wszystkich prawników” – „NIE” nr 11/2003, „Syndykat sępów” –
„NIE” nr 37/2004). czajka odszedł w niesławie, lecz jego ludzie pozostali.
Czyniąc swą reprezentantką Magda-lenę Wiącek kompromitują sąd i cały wymiar
sprawiedliwości.
Autor : Dorota Zielińska
NIE / www.nie.com.pl / 18/2005
|
|
| |
|
|
|
 |
 |
 |
 |
|
|
|
|
 |
|
|